Hehe, właśnie sobie zauważyłem przypadkiem, że jak się tworzy nowy wpis na blogu, to jest taka tabelka: "Temat". Zupełnie bez żadnej świadomości o tym wpisywałem niemal taki sam tytuł już dwukrotnie (teraz trzeci raz). Ot, taka zagwozdka.
Obiecałem wczoraj, że powstanie tekst o dywizjach (a raczej ich liczebności), i tejże obietnicy dotrzymuję. Do rzeczy - temat dnia będzie próba odpowiedzi na pytanie czy lepiej jest mieć więcej czy mniej ale najlepszych?
Tradycyjnie już, odwołam się do przykładu PGSu z jego różnych okresów. Gdy dołączałem do Pentagram G-Shock, były wtedy czynne dywizje: Counter Strike 1.6, FIFA i akurat kończył swojego żywota Quake 4, a na jego miejsce dołączył Zik.
Organizacyjnie wszystko pięknie się kleiło. Tylko przez ambicje organizatorów powstała całkiem spora redakcja, która nie miała najmniejszych problemów z pisaniem o najnowszych wydarzeniach związanych z drużyną i nie tylko. Z łatwością znajdywało się osoby chętne do pomocy w organizacji akcji promocyjnych.
Później, tuż przed moim zniknięciem z listy członków ówczesnego D-Link PGS, drużyna posiadała dywizje: Counter Strike, FIFA, Counter Strike Femme (chociaż tego nie jestem pewny), Call of Duty 4, DotA, Warcraft III: TFT, Need for Speeda i TrackManii. Jak udało się to ogarnąć - każdy widzi.
Czasami boję się, że Universal Soldiers także pójdzie śladem D-Linka zamiast G-Shocka. Czy powinno się brać dywizje za pół darmo (albo naprawdę za darmo), gdy ma się już porządne składy? Czy medal w TrackManii jest wart tyle samo co w Counter Strike'u? Czy możemy być pewni, że obecne platformy są na tyle stabilne, że nie znikną ze sceny w ciągu np roku - a w związku z tym, czy warto inwestować tylko w jedną (dwie, trzy) z nich? |
|